Filmy Porno - Blog XXX

Gorące filmy porno dla koneserów :)

Category: Sex w samochodzie (page 2 of 3)

Sex w samochodzie

Polskie Autostopowiczki

Polskie Autostopowiczki
Jeździmy samochodem po całej Polsce w celu zwiedzania urokliwych zakątków. Czasem trafia się jakaś wiejska cizia, która jedzie do miasta po kiełbasę, zabieramy ją z litości (deszcze, śniegi, wiatry), a w aucie okazuje się, że laska to wiejski kurwiszon… cóż, Panowie takich okazji nie marnują!

Polski Autosex

Polski Autosex
Autentyczne polskie pornole! Polskie dziewczyny wyrywane na brykę! Autorzy filmów podróżują po Polsce w poszukiwaniu autostopowiczek. Generalna selekcja, tysiące przejechanych kilometrów, tony zjedzonych parszywych jajecznic na stacjach benzynowych i kilkaset GB filmów porno, które są efektem morderczej pracy! Zobacz filmy w serii Polski Autosex!

Kasia robi loda w samochodzie

Kasia robi loda w samochodzie Postanowiliśmy nieco usprawnić i sprofesjonalizować naszą działalność w zakresie wyrywania lachonów na brykę. W odróżnieniu jednak od wiejskich kozaków wyrywających laski na golfa lub calibrę ze spojlerem wykazaliśmy się bardzo pragmatycznym myśleniem i sprawiliśmy sobie busa. Auto nie działa co prawda porażająco na blachary, ale za to jest bardzo praktyczne, bo oprócz tego, że mamy czym jechać na podryw, to jeszcze mamy gdzie podupczyć, bo bryka jest niezwykle przestronna i ma bardzo duże i wygodne fotele. Na pierwszy test naszego ruchaj-busa wybraliśmy się do jednej z podkrakowskich wiosek. Tam zawsze można spotkać jakąś zdesperowaną autostopowiczkę, która z wdzięczności za podwiezienie zrobi wszystko czego pragniesz. Tak było i tym razem. Spotkaliśmy bardzo miłą dupencję, która przyjechała do schroniska dla bezdomnych zwierząt, bo chciała sobie kupić pieska. Ostani autobus już odjechał i panna nie miała czym wrócić do domu. Oczywiście wspaniałomyślnie zgodziliśmy się podwieźć Kasię do domu. Nasza znajoma poczuła się bardzo zobowiązana i wzamian za transport zrobiła profesjonalnego loda połykając sporą dawkę spienionej spermy.

Letnia przygoda z plantatorką truskawek

Letnia przygoda z plantatorką truskawek Ale ten czas leci. Nawet się nie spostrzegliśmy kiedy nadeszdł grudzień. Za oknem deszcz, a jak nie deszcz to śnieg. Do tego mróz, wiatr, zawierucha. Brrrr..... Aż się łezka w oku kręci kiedy sobie człowiek przypomni letnie wypady za miasto i przygody z napalonymi dupeczkami. Przeglądając nasze archiwa natknęliśmy się na filmik z wypadu po truskawki. Wybraliśmy się z chłopakami za miasto, bo chcieliśmy kupić większą ilość truskawek prosto z plantacji, żeby je potem opylić w Krakowie z odpowiednią marżą, bo przecież trzeba jakoś zarabiać :) Upał był niesamowity, ale cóż było robić.. Chcieliśmy wieczorem trochę poimprezować, więc kaska była potrzebna. Wybraliśmy się w rejon plantacji truskawek i w miarę szybko spotkaliśmy laskę, która handlowała truskawkami przy drodze. Plan był prosty. Kupujemy truskawki i spadamy do Krakowa. Jak się później okazało, handlarka też miała swój plan. Laska wyprowadziła nas w szczere pole, gdzie rzekomo miało być wielkie pole truskawek, ale okazało się, że to zwykłe chwasty. Jakieś ugory niezaorane i dupa. Strasznie się wkurzyliśmy, więc dupeczka (niby w ramach rekompensaty za stracony czas) zaoferowała nam stukanko na polu. Od początku działała z premedytacją, bo widocznie swędziała ją dziura, a my jak leszcze daliśmy się nabrać. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło :) Nie dość że stukanko było ostre, to jeszcze udało się nakręcić z tego filmik, który właśnie wam prezentujemy.

Stefan zapina Justynę w swoim fiacie

Stefan zapina Justynę w swoim fiacie Stefan właśnie podzierał swoim mega fiatem uno żeby zamknąć bramę od magazynu, kiedy kątem swego sokolego oka zobaczył na przystanku pksu młodą szczupłą blond dupeczkę. Samotna sikorka na środku drogi? Będzie dymanko - pomyślał Stefan i zatrzymał swojego kurwiście czerwonego fiata. Laseczka nie zdążyła na autobus i rozpaczliwie szukała jakiegoś środka transportu. Stefek ochoczo zgodził się podrzucić dupeczkę, bo wiedział że zanim zaparkuje fiata w miejscu przeznaczenia, dużo wcześniej zaparkuje fajfusa w ciasnej szparce blond sikorki. Laseczka liczyła na darmową przejażdżkę, ale Stef od razu przystąpił do ofensywy i szczypiąc blondynę w udo rozpoczął negocjacje. Justyna mocno się broniła, bo przecież ona "nie jest taka", ale w końcu urok osobisty Stefana oraz jego zabójcza podryw-gadka rodem z giełdy warzywnej przemogły opór Justyny. Stefan zaparkował brykę przed bramą magazynu i się zaczęło. Dymanie, ssanie, lizanie i co tam jeszcze komu przyjdzie do głowy. Justysia mimo, że wyglądała na skromną i nieśmiałą blondyneczkę, okazała się naprawdę dziką kotką, która doskonale wie co trzeba zrobić, żeby Stefan ekspodował prosto na jej twarz.

Kinga namiętnie obciąga na polu

Niestety nadeszła jesień. Skończyły się gorące dni, w czasie których podjarane i skąpo odziane panienki można było spotkać na każdym kroku. Nadeszły czasu deszczu i wiatru za oknem, gila w nosie, nóg w ciepłych kapciach i topienia smutku i beznadziei w szklance piwa. W tych trudnych chwilach zawsze miło jest powspominać lato. Siedząc któregoś zimnego październikowego wieczora w domu i grzebiąc palcem w butelce przypomniałem sobie nasz wakacyjny wypad w Bieszczady. Pamiętam, że po kilku intensywnych i bogatych w ero-przygody dniach postanowiliśmy się nieco zrelaksować. Zorganizowaliśmy sobie mały alko-wypad za miasto. Żadnych dupeczek, sami faceci i pełny bagażnik browara :) Żeby nie spotkać żadnej sikorki, postanowiliśmy zapuścić się w jakieś mało uczęszczane chaszcze, gdzie na łonie przyrody mieliśmy opróżniać butelki i zastanawaić się kto zostanie mistrzem Polski w następnym sezonie naszej extraklasy. Niestety jak tylko zaczęliśmy się rozpakowywać, z krzaczorów wyleciała jakaś rozkrzyczana baba i jednoznacznie oznajmiła, że to jej pole i żadnego biwaku tu nie będzie. Mamy zabierać graty i won. Na żadne oficjalne pole namiotowe nie chcieliśmy jechać, więc trzeba było to jakoś załatwić. Mieliśmy nie ruchać, ale dla dobra sprawy, trzeba było nieco plan przerobić do potrzeby sytuacji. Laska była dojrzałą, zadbaną babeczką i jej agresja była naszym zdaniem spowodowana długotrwałym brakiem bolca w dziurze. Zaproponowaliśmy pani Kindze, że ona pozwoli nam się rozbić na polu, a my grupowo spenetrujemy jej gardło. Pani Kinga chciała odmówić, ale żądza possania kilku młodych fiutów zwyciężyła. Wysmagaliśmy jej twarzyczkę naszymi fiutami, a na koniec w ramach rozliczenia Kinga przyjęła na twarz sporą dawkę ciepłej spermy. Tak oto udało się uratować naszą wycieczkę w Bieszczady.

Gorąca przygoda na wycieczce za miasto

Ludzie często nas pytają jak to się dzieje, że tak łatwo podrywamy laski. No cóż.. Samo to się nic nie dzieje. Jak to mówią: "żeby wygrać - trzeba grać" :) i z takiego założenia wychodzimy. Nie siedzimy na dupie przed telewizorem i nie narzekamy. Po prostu działamy. Wsiadamy w nasz "ruchajwóz" i wyruszamy w świat w poszukiwaniu szczęścia. Tak było także i tym razem. Wyskoczyliśmy sobie w rejony gdzie fani dwóch kółek lubią sobie poszaleć na swoich motorach. Pełno tam różnych fanów ścigaczy, motocrossów i innych enduro. No i jadąc sobie spokojnie po tych zadupiach natknęliśmy się na samotną laseczkę. Kit z motorami! Od razu zaświeciły nam się oczy, bo to przecież znakomita okazja żeby zadupczyć przy tak ładnej pogodzie :) Podjechaliśmy do laski, a ja zacząłem nawijkę. Okazało się, że laska chodzi na kurs prawa jazdy na motor i czeka na przejażdżkę motocyklem z jakimś jełopem, ale kolo poszedł w las i świat po nim zaginął. Stwierdziła, że ma jeszcze pół godziny czekania, więc zapodałem ściemę, że mogę jej pokazać pobliski tor motocrossowy. Kupiła nawijkę i uderzyliśmy w stronę pobliskich krzaczorów. Trochę niepewnie spoglądała na karimatkę, którą wyciągnąłem z auta, bo choć nie wygladała na członkinię Mensy, to jednak każdy głupi zdziwiłby się i zastanowił po co mi karimata na torze motocrossowym :) Powiedziałem, że sobie siądziemy w moim ulubionym miejscu i się trochę zrelaksujemy. I rzeczywiście zrelaksowaliśmy się, że ho ho :) Nie było to co prawda pokonywanie toru, ale jazda i tak była nieziemska...

Dorota ustnie zdaje egzamin na prawko

Prawdę powiedziawszy - jeżdżąc na wypady za kursantkami za miasto - już znudziła nam się zabawa ze zrobiącymi-wszystko-by-zdać-prawko-laskami. Nam z Liliputem latka płyną, a kursantki z regularnością z którą można regulować zegar słoneczny pojawiają się w naszym ruchajwozie co roku - błysząc mniej lub bardziej tym samym, 18-letnim tępym umysłem, niedoświadczeniem i bojaźnią przed stanięciem twarzą w pytę z ich przeznaczeniem. Wcześniej przecież każda z tych, które nie mają pojęcia gdzie jest przełącznik skrzyni biegów - nie mówiąc już o sworzniu wałka, cylindrach, czy też łączniku stabilizatora - zetknie się w studenckim, czy też postudenckim życiu ze zwisłym pytongiem ich najlepszego kolegi, który będą miały za zadanie postawić w jak najkrószym czasie. Uprzedzając nieco fakty staraliśmy się dotąd udostępnić swe kutasy niczym worki treningowe lub sprzęt trekingowy dla początkujących amatorów sex-sportu. Niektóre zachwycone widokiem pyty intuicyjnie schylają się nad pytą i w trymiga zdają egzamin. Innym zaś trzeba pokazać i objaśnić wszelkie techniki robienia loda, gdyż w przeciwnym wypadku są one gotowe odgryźć napleta! Te właśnie zdają egzamin za 5 bądź 10 razem. I wcale mnie nie dziwi ten fakt, gdyż są to zazwyczaj wypindrzone brzydkie cipy, którymi nikt się nie chciał w szkole średniej ani na studiach zająć, poobracać i nauczyć dupodajnego fachu. Fakt faktem - już nawet moja babcia mówiła przy mieleniu mięsa, że pewnych rzeczy nie można uogólniać - tak i tu zdarzają się wybitne wyjątki. Taki właśnie egzemplarz trafił się i nam. Laska widać, że była po przejściach - jeszcze nie zeszły siniaki spod oczu, których wykonawcą był psychopatyczny Stachu - na codzień zbieracz leśnych poziomek, fan Roberta Kubicy i naśladownik Pudziana. Uderzył córkę z liścia, kiedy to po raz piąty wróciła z oblanego egzaminu z prawka do domu. Nie zastanawiając się dłużej - Stasiek wysłał córę na zabawę do sąsiedniej wsi na potańcówkę. Przed tym ubrał ją w kusa sukienkę, spod której zachęcająco wystawała jej czasami zachęcająco cipa. Wchodząc na parkiet Dorota rozpaliła swą półnagą dupą całe wiejskie towarzystwo, a wokół niej niczym stado wilków pojawiło się kilku kawalerów małymi fiutkami, którzy prężąc klatę nagabywali młodą Dorotę aby ją wydymać przy najbliższej możliwej okazji. Dwa, trzy piwa i laska była kupiona... zamiast dotykać się fiutami - 3 rolników od pługa oderwanych. Wzięło dorotę towarzystwo w obroty penetrując ją z każdej strony i w każdą dziurę. Spuszczając się na jej rozdziewiczone cycki postanowili nie rozpowiadać o tym fakcie nikomu i odprowadzić laskę w nienaruszonym stanie. Stasiek kręcąc wąsem zaśmiał się drwiąco widząc trzech lokalnych rzezimieszków odprowadzających jego córkę pod dom. Następnego tygodnia wypuścił swą córę na kolejny egzamin, na którym to trafiła na Liliputa jako głównego egzaminatora. Od momentu wejścia do kabiny samochodu i próby zapięcia pasa wokół szyi - egzaminator czuł co się będzie święcić. Znany z czułości i namiętności Liliput wygłosił krótkie acz treściwe przemówienie sugerując Dorocie inny sposób zdania prawka. Pojechali razem na boczne ścieżki tutejszej miejscowości, zatrzymując się przy przetwórni kostki brukowej na paszę dla krów. Tutaj właśnie sama Dorota - doświadczona penetracją sprzed paru dni - zaproponowała możliwość zrobienie lodzika w zamian zaliczenie egzaminu. Nie zdziwiło to wcale Liliputa, który sprowadził twarz Doroty w okolice swych lędźwi. Po całkiem udanym spotkaniu twarzą w pytę, Liliput miał jednak pewne opory czy zaliczyć testy, gdyż jego orgazm i chęć hegemonicznego chędożenia nie została zaspokojona. Dlatego jazda na ręcznym podczas powrotnej podróży do ośrodka ruchu drogowego okazała się bardzo trafną decyzją, która wyluzowała na tyle liliputowe lędźwie, że bez wahania już zaklepał Dorocie egzamin. Po powrocie do domu abiturientka nie kryła radości a i Stachu z radości wydoił flachę.

Patrycja – kolejna kursantka z gorącymi ustami

Zaraz po obaleniu winiacha w domowym zaciszu położyłem się spać, gdyż to winko nie zaspokoiło potrzeb mojego organizmu od ośmiu dni non stop targanego alkoholem. Organizm nie miał już z czego produkować nowych zasobów spermy, więc postanowiłem wsunąć dwanaście surowych jajek na obiad. Jajka od dziada pradziada dobrze robiły męskim chędożnikom w nadrabianiu utraconej kondycji. Właśnie kończyłem szamanko, kiedy to do mojego mieszkania wbił się Psikuta - znany w nadmorskim światku gołokutasy ruchacz, który właśnie wracał ze sklepu nasienniczego z workiem głogu, żyta i ogórkiem. Psikuta zazwyczaj pracuje jako złotówa, jednak w każdej wolnej chwili udaje się urokom nauki jazdy samochodem. Lubi przygotowywać osiemnastolenie wymalowane licealne kurwiszcza do egzaminów, a co lepsze okazy miał czelność zapraszać na małe lizanko do pobliskiego parku czynu partyjnego im. Ludwika Waryńskiego. Nie odpuszczał tym fajniejszym, ciekawszym okazom, których majtki gromadził po każdym takim spotkaniu w swej szafie. Dlatego też jak się weszło do mieszkania Psikuty, zawsze w nozdrza uderzał zapach śledzia, wywołując łzawienie oczu, a czasem nawet epilepsję. Psikuta wpadł do mej zamelinowanej kanciapy aby się pochwalić, że właśnie zapisała się do niego na kurs 2 v-ce miss ziemi pomorskiej, która pragnęłaby się jak najszybciej nauczyć jeździć. Prawo jazy miało by jej służyć jako dokument uprawniający do poruszania się pojazdem marki polonez pick up rocznik 1987, będący własnością jej rodziców a służący do przewożenia buraków, marchwii i cebuli na gdańskie targowisko miejskie. Jak na urodziwą wieśniarkę przystało, Patrycja mogła poszczycić się także wspaniałymi wargami, jędrnym biustem i wykształtowanym tyłeczkiem, który klepali jej szkolni koledzy. Tą opowieścią ze śliną na ustach Psikuta zakończył stwierdzeniem... trzeba będzią ją zerżnąć. Tym sposobem za dwie i pół godziny siedzieliśmy właśnie w samochodzie służbowym Psikuty, gdzie postanowiliśmy tak zakręcić nowopoznaną dupeczkę, aby ją klepnąć tam gdzie trzeba. Tego dnia słońce paliło tak mocno, że niemal wypalało nam przełyki. Toteż w międzyczasie postanowiłem wyskoczyć do pobliskiego tanzenbaru po jakiegoś browara. Kilkudniowa libacja mocno wdała mi się we znaki, gdyż zaraz po wypiciu dwóch łyków Dragona sprzedawanego zazywczaj w sklepach Lider Prajs, puściłem panoramicznego hafta, nie oszczędzając przy tym siedzących przy barze turystów z Lichtensteinu. Przepraszając w dwunastu językach, ruszyłęm spowrotem do samochodu, gdzie Psikuta już nakręcał laskę na ruchanko. Na twarzy młodej Patrycji dało się zauważyć czerwoniutki jak winko Arizona rumieniec, a Psikuta właśnie rozpoczynał pokazówkę dotyczącą sposobu przekładania biegów. Niechcący musnął ją parę razy po kolanku, co spowodowało lekki zamęt w jej wyobrażeniu sposobu zdania egzaminu. Nie sądziła, że pomimo tylu afer korupcyjnych instruktorzy i egzminatorzy idą jeszcze na układy. Przymykając oko na coraz głębiej między uda przedostającą się rękę Psikuty, przełożyła szybko bieg z jałowego na pierwszy i... stanęliśmy w miejscu jak wryci. Psikuta niezapinając pasów naraził się na utratę trzeciego zęba górnej szczęki szlifując zębami dolne okolice pulpitu kierowniczego. Wszyscy przechodnie spojrzeli się na nas z politowaniem, a kursantka siedziała cicho, nie okazując zbędnego zażenowania własnymi umiejętnościami. W geście pojwdnawczym zgodziła się, a wręcz nawet nalegała, aby Psikuta poczuł się przez chwilę komfortowo. Dlatego stojąc w centrum miasta pan instruktor rozłożył poziomo przednie siedzenia, a usta kursantki postawiły freda flinstona na baczność. Lodowe struganie wichajstra trwało już parę minut, kiedy to Psijuta sprężając się i marszcząc strzelił prosto w przełyk Patrycji. Nasze spotkanie trwało jeszcze kilkadziesiąt minut, dzięki czemu finalnie na cały tydzień zostały zaspokojone potrzeby Psikuty..

Majka na skróty zdaje egzamin na prawko

Jakież było nasze zdziwienie, kiedy udając się wieczorową porą w kierunku centrum, natrafiliśmy na naszą byłą kursantkę, która "zaocznie" zdawała u nas egzamin na prawko. Siedziała w ogródku piwnym ze swoim bojfriendem, sącząc sake wymieszaną z jakimiś obrzydliwościami. Zauważyła nas niemal odrazu, początkowo się rumieniąc, lecz chwilę później po głębszej analizie sytuacji szturchnięciem ręki poinformowała swojego cienkiego w pasie, lecz dobrze napakowanego sterydami jegomościa, u którego w hurtowini arbuzów robimy często zakupy, iż jesteśmy chętni do przyjęcia pięści na twarz i kopów na tyłek. Widząc natychmiastową reakcję ziomka szerokiego w barach, udaliśmy się w trybie "bieg" jak najdalej, lecz nadal podążając w kierunku upragnionego wodopoju. Nieco nie zrozumieliśmy reakcji naszej byłej kursantki. Przecież była zadowolona z możliwości obciągniecia naszym chłopakom druta a fakt, że zaliczyła nareszcie za 6 razem ów egzamin. Być może ziomka zaniepokoiło zbyt długie zniknięcie jego laski podczas egzaminu i to, że po powrocie miałą nieco zlepione spermą włosy... Kto to wie... Z pewnością nie można nas winić za naciąganie, namawianie i oferowanie czegokolwiek. Laska miała widocznie wtedy ochotę na małe conieco i była na tyle śmiała, że położyła rękę na pycie naszego egzaminatora. Nie stanowiło jej także problemu possać nieco pytę i przyjąć na swoje ciało nieco spermy. Uciekając tak przez miasto wyglądaliśmy jak stado byków atakująca wsie i miasteczka, z tą różnicą, że nie mieliśmy rogów - przynajmniej tak się wydawało. Kiedy następnego ranka wsiedliśmy do naszego wozu egzaminacyjnego już na samym starcie przywitała nas szerokim uśmiechem pytając nas, dlaczego tak szybko wczoraj uciekliśmy z centrum, kiedy jej koleżanka z chłopakiem chcieli nam podziękować za zaliczony egzamin. W tym momencie nas zamurowało i kopara nam opadła do samej ziemi. Myśleliśmy że nasze buźki zostaną obite, a tu tylko dwójka sympatycznie wyglądających młodych ludzi chciała z nami pobrowarzyć... ale lepiej zawsze dmuchać na zimne. Wzięliśmy w obroty aktualną kursantkę, która do egzaminów podchodziła już trzykrotnie. Tym razem nie wiedzieć dlaczego - nie znała odpowiedzi na pytanie gdzie znajduje się przełącznik do włączenia wycieraczek. Jednak znając wcześniejszą przygodę koleżanki chwyciłą egzaminatorską pytę oburącz delektując się smakiem sera spod napleta i wydając przedziwne odgłosy wykonywała posuwiste ruchy. Tak się spodobała ta zabawa koleżance, że nawet kiedy sperma zaczęła penetrować jej układ pokarmowy, nie przestawała ruszać swą głową. W ten sposób spenetrowaliśmy kolejny otwór gębowy. Nasza kursantka stałą się pełnoprawną posiadaczką prawa jazdy. A nasze lędźwia całkowicie opróżnione musiały w szybkim tempie wyprodukować nowe zapasy spermy, gdyż niedługo szykował się kolejny egzamin z młodą dupeczką....

Asia robi loda na egzaminie na prawko

Lodziarka Asia i mistrz ruchajwozu!! Właściwie nieznacznie zmienił się charakter wszystkich egzaminowanych dupeczek, które maja problem z koordynacją swoich ruchów, co idąc dalej drogą dedukcji niemal w zupełności uniemożliwia im poruszanie się po drogach powiatowych. Niemal każda jedna, którą biorę na pokład swojego zdezelowanego już pojazdu z wypalonym sprzęgłem, chce w niestandardowy sposób zaliczyć egzamin na prawo jazdy. Pojęcia nie mam, czy bierze się to z ich podświadomości, mentalności, charakteru, czy też po prostu społeczeństwo damskie już się na tyle scwaniło, że każda białogłowa, która przychodzi na egzamin ma świadomość taką, iż istnieje możliwość zaliczenia egzaminu w naszym ośrodku. Dzisiejszego dnia zgłosiła się na egzamin niczego sobie wyglądająca studentka języka francuskiego, która miała problem z przekładaniem dźwigni biegów, oraz kłopoty związane z nową konstrukcją układu wielowahaczowego zawieszenia. Dlatego też ta skromna, acz jędrna i młoda uczestniczka tegoż egzaminu zgłosiła się do specjalisty największego jakim jesteśmy my z prośbą o poradę. Czytając wiele forów internetowych, swój problem zgłaszała ponoć nawet na forum radia M, lecz i tam nie doczekał się odpowiedzi na swój problem. Idąc do nas miała świadomość, że my także możemy ją pożegnać z kwitkiem. Jednak tym razem bardzo pozytywnie ją zaskoczyliśmy. Celem stosowania zawieszeń wielowahaczowych jest zapewnienie wysokiego komfortu jazdy i jednocześnie dobrych własności jezdnych pojazdu. Charakterystyka elementów tłumiących nie musi być bardzo twarda, by nie obniżać komfortu jazdy, a mimo to, uzyskamy dobre własności jezdne. Przy belce skrętnej, chcąc zapewnić zbliżone własności jezdne trzeba zwiększać sztywność zawieszenia (elementów tłumiących). Mówiąc te słowa mieliśmy przed oczami rozszerzający się uśmiech laseczki niemal toćka w toćkę podobną do Kylie Minogue. Usatysfakcjonowała ją nasza odpowiedź na ten problem, dlatego też znając już szczegóły z zawieszeniom wielowahaczowym wpływającym na zwiększenie masy nieresorowanej. Dlatego też mając tą podstawową wiedzę o pojazdach mogliśmy kontynuować egzamin. Podczas wsiadania do naszego samochodu egzaminacyjnego kursantka Asia wypieła tyłeczek na tyle mocno, iż jeden z egzaminatorów zauważył koronkę z majteczek wystających ponad spodnie tej nieśmiałej dupeczki. Nie zraziło to jednak naszej laseczki, która po zapięciu pasów i poprawieniu lusterek podjęła próbę wystartowania silnika naszego dyliżansu. Tutaj niestety nie pomógł jej nawet sprawny nadgarstek, który wyćwiczyła nieco podczas praktyk we Francji. Musiała ostatecznie zamienić się miejscami z egzaminatorem, który lekko wkurzony ruszył z piskiem opon w jakieś ustronne miejsce. Tutaj sobowtórka Kylie Minogue popadła w samodołowanie, wylewając niemal łzy na ramię egzaminatora. Szlochając wciąż i pociągając nosem spytała go co może zrobić, aby zdać egzamin. Cóż... nie mogliśmy się nadumać co możnaby jej zlecić, a jedyne co przychodziło nam do głowy to lodzik. Jak pomyśleliśmy tak zrobiliśmy - w ustronnym miejscu te dwa sympatyczne półdupki zaczęły unosic się z góry na dół, kiedy to egzaminator szczytował. Tak to egzamin po raz kolejny został zaliczony na poczet spermy błędzącej teraz gdzieś między tchawicą, a żołądkiem...

Kunegunda połyka pytę instruktora nauki jazdy

Siedzieliśmy w domu mieszając w garnku zaprawę do ciasta, kręcąc wibratorem ciasto, aby równomiernie rozprowadzić drożdże, śliwki oraz zapach onucy, który zazwyczaj dodaje się jako woń do ciast. Nie robiliśmy tego bynajmniej po to, aby wsunąć jakiegoś makowca, szarlotkę czy inną wuzetkę, lecz kombinowaliśy jakby tu załatać dziurę w zderzaku, który uszkodził w samochodzie testowym paker wracając z imprezy po pijaku. Trochę się przestraszyliśmy w warsztacie, kiedy nam powiedziano iż szpachlowanie tej dziury będzie nas kosztować 2500pln. Nie stać nas było na takie wydatki, więc postanowiliśmy załatwić sprawę metodą chałupniczą. Jako że szpachla do łatania była całkiem droga, więc kombinowaliśmy jak tą sprawę załatwić. Longdong wymyslił, że można zrobić zaprawę z drożdzy i jakiś migdałów. Następnie to wszystko szpachelką należy nałożyć na dziurę. Paker w młodości był graficiarzem, więc sporo starych puszek można jeszcze znaleźć u niego w domu. Dokończyliśmy mieszać ciasto pożyczonym od sąsiadki wibratorem i zostawiliśmy na 30 min, w międzyczasie trzepiąc kaucyna w spodniach przy najnowszym pornuchu z dolly buster. Po 30 minutach udaliśmy się do garażu załatać dziurę czym prędzej, gdyż paker, który jakiś czas temu rozpoczął naukę jazdy za kilkanascie minut miał rozpoczynać jazde z kolejną kursantką. Uwinęliśmy się szybko ze szpachlowaniem dziury, a paker szprajem podrasował ostatnie wypustki tak że całośc wyglądała jak całkiem nowa. Paker ruszył w trasę po kursantkę, którą miał odebrać z plaży. Gdy po nią podjechał zdziwił się niesamowicie, gdyż laską, którą właśnie miał nauczać stała całkiem nago. Okazało się, że podczas jej krótkiej wizyty w kiblu, gdzie goliła piczę - babcia sprzątaczka robiąca w tym czasie porządki potraktowała jej strój kąpielowy jako zwykłą szmatę do czyszczenia wnętrz klozetów. Także tego dnia strój Kunegundy nadawał się jedynie do wyrzucenia. Nie zrażona tym wydarzeniem Kundegunda zrywem udała się w kierunku odosobnionym, gdzie jej usta zabrały się za roboty dziergane wykonywane zazwyczaj rękoma. We wnętrzu jej ust znikła pyta egzaminatora Pakera, który już jej uprzednio obiecał zakup stroju kąpielowego, w którym Otylia Jędrzejczak wygrała złoty medal w Syndey. Rozochocona tym faktem Kunegunda jeszcze szerzej rozszerzyła facjatę przyjmując spermopłyn pakera do swego wnętrza.

Ewelina przekonuje egzaminatora, że dobrze zmienia biegi

Dzień jak każdy inny. Niebo niebieskie, trawa zielona, słońce na niebie, łatwe do wyrwania dupy wychodzące na spacer ze swoimi psami, gówniarze chowający się po okolicznych parkach z browarami. Nic nie zapowiadało, że może wydarzyć się coś szczególnego. A jednak tego dnia nasz egzaminator stanął przed nie lada wyzwaniem. Innym niż zwykłe, które można spotykać na swojej drodze w swoim codziennym, szarym życiu. Tym razem chodziło o przeegzaminowanie osoby, której się nie spodziewał. Znudzony jeżdżeniem ze starymi babsztylami lub nachalnymi pedałami nie mogł przypuszczać, że trafi na całkiem ładną i nieśmiałą Ewelinę. Egzamin zaczął się tak samo jak zaczyna się każdy inny... od wyregulowania fotela, ustawienia lusterek i zapięcia pasów. Po egzaminowanej nie było widać kszty zdenerwowania. Niczym rasowy kierowca pokonywała ślepe uliczki, przejeżdzała skrzyżowania w czasie sygnalizowania światła czerwonego przez sygnalizator S5 i przekraczała dozwoloną prędkość. Jednak pod koniec jazdy, zapatrzywszy się na rozporek egzaminatora, zamiast czwórki zaciągnęła ręczny. Nic nie zapowiadało, że egzamin zostanie zaliczony pozytywnie. Z ust egzaminatora poleciało srogie "oblałaś". Zrozpaczona dziewczyna nie wytrzymała. Z jej oczu poleciały łzy. Przysięgła, że zrobi wszystko aby zdać. Egzaminator długo się nie zastanawiał. Pomyślał wtedy o haśle, które męczyło od kilkunastu dni jego sumienie - "Każdy marzy o lodzie w skodzie". Ewelina szybko odnalazła wielką, sterczącą i błyszczącą pytę, która tylko czekała na to, by ją uwolnić z rozpora. Samoistnie jakby zroumiała czego pragnie kutas egzaminatora. W oczy rzucało się jej obycie z fiutem i niebywałe doświadczenie. To zapewne nie jest jej pierwszy egzamin - pomyślał egzaminator. Laska została wydmuchana, wystukana i zerżnięta tak, że aż leciały wióry. No i oczywiście za kilkanaście dni może odebrać wymarzone prawko. Na szczęście rozporządzenie Ministra Infrastruktury "w sprawie szkolenia, egzaminowania i uzyskiwania uprawnień przez kierujących pojazdami, instruktorów i egzaminatorów" nakazywało używanie kamer, które zarejestrowały całe to zdarzenie. W ten sposób egzaminatorowi pozostała pamiątka, którą dzisiaj może się podzielić.

Angelica zdaje egzamin na prawko

Odór z kuchni sąsiadki, która o 6 rano zaczęła smażyć śledzia spowodował że się przebudziłem po bardzo obfitym w różnego rodzaju dupeczki śnie. Zapach śledzia od sąsiadki spowodował uwydatnienie wyobrażeń o tym że właśnie wylizuję patelnię młodej studentki pierwszego roku rybactwa. Jednak budząc się z ręką w spodniach spojrzałem na grający od 12 godzin telewizor, w którym Jan Miodek próbował uzmysłowić wszystkim telewidzom w Polsce, etymologię wyrażenia naciąganie pyciej skóry. Nie przejąłem się kompletnie tym co mówił Jan Miodek. Odór z kuchni sąsiadki, która o 6 rano zaczęła smażyć śledzia spowodował że się przebudziłem po bardzo obfitym w różnego rodzaju dupeczki śnie. Zapach śledzia od sąsiadki spowodował uwydatnienie wyobrażeń o tym że właśnie wylizuję patelnię młodej studentki pierwszego roku rybactwa. Jednak budząc się z ręką w spodniach spojrzałem na grający od 12 godzin telewizor, w którym Jan Miodek próbował uzmysłowić wszystkim telewidzom w Polsce, etymologię wyrażenia naciąganie pyciej skóry. Nie przejąłem się kompletnie tym co mówił Jan Miodek. Miałem to w głębokim poważaniu. Jako że przyszła właśnie sprzątaczka, nie mogłem dokończyć rękodzieła po tak sympatycznej nocy, która zostawiła sporo marzeń w mej głowie. Nic to. Poszedłem do roboty, gdzie jak zwykle trzeba było nieco dorobić, a tych co nie chcieli zapłacić - trzeba było oblać. Jak się pewnie domyślacie - jestem egzaminatorem prawka jazdy. Wbiła się do mojego samochodu szczupła laseczka z trzęsącymi rękami... laska albo ma jakiegoś Altzhaimera, gra w filharmonii na instrumentach szarpanych, albo też walnęła zeszłego dnia pół litra stolicznej i teraz dostała delirki. Spojrzałem w jej kartę egzaminacyjną - Angelica Wild, lat 23. To obco brzmiące nazwisko skojarzyło mi się w pierwszej chwili z przedwojenną wynalazczynią bawolego oka - dzisiejszego niezbędnika każdego onanizatora - lecz szybko później się zreflektowałem i doszła mnie myśl, że to nazwisko nosi także laska, która zagrała w wielu wysokobudżetowych pornuchach produkcji włosko - enerdowskiej. Pojechaliśmy prosto przez rondo, mijając inne samochody, gdy nagle gwałtownie zahamowałem, gdyż Angelica kompletnie nie zauważyła nadjeżdzającego z naprzeciwka TIRa. Zdecydowanym głosem opierniczyłem jej brak umiejętności. Angelica jednak poczuła się poruszona moją reprymendą i postanowiła postawić na swoim a właściwie na moim i udowodnić sobie i mi iż nielichymi umiejętnościami została obdarzona. Podjechaliśmy na chwilkę za miasto, gdzie po wysłuchaniu mojej propozycji Angelica zabrala sie do zaliczenia ustnego tak wymarzonego prawka. Kursantka zabrała się za wylizywanie mojej pyty, dość dokładnie przygryzacjąc od czasu do czasu mój napletek. Wyjątkowo jednak Egzaminator ruchacz koleny raz okazał serce i pytę!

Przygoda z autostopowiczką ze Śląska

Onanizatorzy! Walikonie! tak krzyczały bachory i smarkacze zza okna, kiedy siedzieliśmy z kumplem w domu gładziliśmy węgorza przy nowej produkcji Teresy Orlovsky. Nie zamkneliśmy onka i niemal wszystko było widać zza okna. Aby nie deprawować młodych piewców orgazmu. Schowaliśmy pyty do spodni zanim jeszcze sperma oblała nasze krocza. Weszliśmy do samochodu, a gówniarzerka za nami... podjechaliśmy kawałęk za winkiel, gdzie zauważyliśmy grupkę żyli pod sklepem sączących winiacho, którzy po zauważeniu naszego ruchaj-wozu niedwuznacznym, posuwisto-zwrotnym ruchem ręki pokazali nam, że znają nasze rękodzielnicze produkty. Ughh.. sława zaczęła nam dokuczać, więc wyjechaliśmy poza Kraków, kierując się w stronę Katowic. Wiele kopalń zaczęło upadać w ostatnim czasie, więc liczyliśy na zaczepienie po drodze jakiejś wąskobiodrowej ślązaczki. Zajechaliśmy pod jedną z kopalń, gdzie akurat kończyła się zmiana. Zauważyliśmy grupę lasek - prawdopodobnie panny z biura kopalni.. zajechaliśmy z piskiem opon pod bramę, gdzie stado zgłodniałych, umazanych w węglu roboli spojrzało spod byka na nas... nie przejęliśmy się tym i zagadnęliśmy młode dupeczki czy może nie potrzebują transportu do domu... Na początku nie ... niee.... a po chwili jedna z nich zgodziła się... Laska okazała się tak gadatliwa, że postanowiliśmy w końcu zatkać jej czymś otór gębowy. Zapodjechaliśy tuż za pobliską hałdę węgla, gdyż stąd jak mówiła laska można było oglądać wspaniałą panoramę pobliskich Katowic. Tak się zachwyciliśmy tym widokiem, gdzie dym z zakładów przyćmiewał widok kolejnych kominów, że pot oblał nasze nadjądrze, a i siły witalne spowodowały niemały zamęt tuż pod żołędziem. Weronika postanowiła nam wynagrodzić naszą wspaniałomyślność i dobroczynność podwiezieniową, że zaproponowała nam wystawienie swych nagich bioder na pokaz publiczny a także przyjęcie pewnej ilości spermy do swojego układu pokarmowego. Pyty na wierzch, i zaczęła się jazzda z napotkaną co dopiero autostopowiczką....
Older posts Newer posts